czwartek, 19 kwietnia 2012

Po dłuższej przerwie w blogowaniu pragnę Was zaprosić do podróży w czasie. Nie musicie się martwić - aby udać się w nią nie musicie ruszać się z pokoju. Nie będzie to daleka podróż, gdyż cofniemy się zaledwie do początku XXI wieku.

 

 

W listopadzie nad doliną Warty przeszła burza, która powaliła ogromny stary dąb. Nie był to zwyczajny dąb, było to Magiczne Drzewo. Ludzie nie wiedzieli, że w tym drzewie jest zaklęta ogromna moc; pocięli je na deski i zrobili z nich setki różnych przedmiotów, a każdy przedmiot zachował część magicznej siły. Wysłano je do sklepów na całym świecie. I od tego dnia zaczęły się dziać niezwykłe rzeczy...

 

Magiczne Drzewo - pamięta ktoś z Was ten serial? Kiedy byłam mała uwielbiałam go i z niecierpliwością wyczekiwałam kolejnego odcinka. Jakiś czas temu odkryłam i pokochałam go na nowo. Taka jest bowiem jego magiczna siła: przyciąga ona dzieci, młodzież i dorosłych. Ja i moi bracia ( jeden starszy, drugi młodszy ode mnie) na nowo - a w przypadku najmłodszego z nas po raz pierwszy - daliśmy się zaczarować.

 

 

Co jest takiego wyjątkowego w tym serialu? Mogę wymienić wiele rzeczy. Po pierwsze: chyba każde dziecko marzy o tym, by umieć czarować, mieć niezwykły talizman albo zaczarowany przedmiot. zastanówmy się chwilę... Zaczarowany ołówek, Lampa Alladyna, Złota rybka. Czyż nie zbieraliśmy w dzieciństwie kolorowych kamyczków mając nadzieję, że może okazać się podobny do niebieskiego koralika Karolci? 

Po drugie: w postawach młodych bohaterów Magicznego Drzewa możemy odnaleźć nas samych, no, może nieco młodszych. Pojawiają się wspomnienia z dzieciństwa i nie sposób się nie uśmiechać. 

Poza tym każda z opowieści, każdy odcinek niesie ze sobą naukę. Jedno z nich to ,,ostrożnie z życzeniami". Natomiast drugie: z każdej sytuacji można wyjść dzięki wsparciu przyjaciół i rodziny. Nie ma nic silniejszego niż miłość i przyjaźń.

Andrzej Maleszka to reżyser z wyobraźnią. Zdaje się tak dobrze znać dziecięcą psychikę. A może po prostu wzoruje się na własnych marzeniach z młodych lat? Tak czy inaczej dziękuję panie Andrzeju. Wiele pan zrobił dla mojej wyobraźni.


 


niedziela, 08 kwietnia 2012

cukrowe baranki i bazie.Choć dość długo mnie nie było, nie znaczy to, że zapomniałam o Was i blogu;-)

 


Aby święta wielkanocne

były ciepłe i radosne 

wypieki udane a mazurki doskonałe

niechaj uśmiech zagości

na twarzach gospodarzy oraz gości

A w drugi dzień świąt

wody po pas

ażeby był wesoły każdy z Was!

 

 

 

 

Wesołych świąt moi drodzy!

Tagi: inne
10:52, inessejagienka95 , inne
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 19 marca 2012

,,Pierwszy tom cyklu >>Temeraire<< - niezwykłego połączenia fantasy i powieści historycznych z czasów napoleońskich - którego ekranizację planule Peter Jackson, reżyser Władcy pierścieni."

Choć książkę nabyłam dawno temu o rozpoczęciu ekranizacji nic mi nie wiadomo, zastanawia mnie wręcz czy w ogóle powstanie. Ale może to i lepiej? Mimo, iż efekty specjalne we Władcy są świetne, obawiam się, że twórcy filmu popsuliby moje wyobrażenie o postaciach. Ot, taka moja ,,ekranizacyjna fobia".

Pierwszą rzeczą przyciągającą wzrok jest ciekawa okładka. Widać na niej dużego czarnego smoka o rozłożonych skrzydłach owiniętego wokół czegoś na kształt medalionu. Wewnątrz niego widnieje trójmasztowiec z powiewającą banderę Imperium Brytyjskiego.

Zaciekawiona tym widokiem odwracam książkę na drugą stronę, by zapoznać się z krótkim opisem. Następnie otwieram ją na pierwszej stronie, czytam jedno, drugie zdanie, a w końcu cały akapit. Nagle czuję, że ktoś mnie szarpie za rękaw.

- Możemy już iść? - głos mamy przywołuje mnie do rzeczywistości.

Wychodzimy ze sklepu. Mama z zakupami, ja ze ,,Smokiem..." w dłoni.

 

Zasłużony kapitan Will Laurence to człowiek honoru, w pełni oddany służbie Jego Królewskiej Mości. Kiedy kapitan i jego załoga przechwytuję ,,Amitié" - fregatę francuską - która dzielnie walczy z większym od siebie ,,Reliantem". Po jakimś czasie okazuje się dlaczego: pod pokładem statku ukryty jest cenny ładunek.

,,Laurence podszedł bliżej i spojrzał uważnie na jajo. Nie mogło być wątpliwości co jego rodzaju, chociaż nie miał w tej kwestii doświadczenia. Gdy już ochłonął z początkowego zdumienia, wyciągnął rękę i dotknął jaja,bardzo ostrożnie: było gładkie i twarde.Niemal natychmiast cofnął dłoń, aby nie ryzykować jakichkolwiek szkód."

Jakby mało było niespodzianek lekarz okrętowy stwierdza, że smok wylęgnie się lada dzień. Laurence podejmuje decyzję o wyznaczeniu jednego z członków załogi na opiekuna stworzenia jednocześnie skazując go na odejście z marynarki. Drogą losowania wybór pada na Jonathana Carvera. Kiedy Temeraire w końcu się wykluwa, za nic ma sobie młodego oficera. Jego uwaga skupia się na kapitanie ,,Relianta". Oznacza to koniec kariery Willa na morzu.

Z początku niezadowolony Laurence nieoczekiwanie odnajduje w Temerairze wiernego kompana i wraz z nim wstępuje do Korpusu Powietrznego. Dla swojego towarzysza Laurence naraża dobre imię - swoje i swojej rodziny. Awiatorzy (członkowie Korpusu) nie cieszą się bowiem dobrą opinią społeczeństwa. Will w głębi ducha podzielał tę opinię - dopóki sam nie został jednym z nich.

Laurence nie od razu zdobył sobie sympatię wśród innych smoczych kapitanów. Po czasie udowadnia jednak, iż jest godnym zaufania uczciwym człowiekiem.

,,Smok Jego Królewskiej Mości" stanowi ciekawą alternatywą dla powieści historycznych. Z jednej strony mamy tutaj wydarzenia i autentyczne postacie takie jak, chociażby, Napoleon i jego próby podbicia Wielkiej Brytanii. Z drugiej natomiast są smoki, wiele ras smoków, każdy o indywidualnych cechach. Są awiatorzy oraz całe smocze załogi i formacje, i wreszcie Korpus Powietrzny - zmyślona jednostka sił brytyjskich.

Warto zwrócić uwagę na tę pozycję w księgarni czy bibliotece. Myślę, że zadowoli ona nie tylko wielbicieli fantasy.

Tagi: Novik smoki
21:34, inessejagienka95 , Fantastyka
Link Dodaj komentarz »

Królowa potępionych to trzeci tom serii Kroniki wampirów. Zarazem należy do jednych z najlepszych części cyklu.

W przeciwieństwie do pozostałych Kronik w Królowej narracja utrzymana jest w formie trzecioosobowej, mamy też do czynienia z wieloma różnymi postaciami przedstawiających swoją wersję zdarzeń z przed, podczas oraz po koncercie. Brzmi nudno? Bynajmniej. 

Tuż obok znanych nam z poprzednich części bohaterów pojawiają się nowi, równie ciekawi. Akcja przebiega w sposób wielowątkowy i często ,,skacze" z miejsca na miejsce. Czytelnik z początku może mieć wrażenie, że ma do czynienia z nielogiczną układanką. Dopiero po pewnym czasie zaczyna się ona układać dając pełen obraz złożony z bardzo wielu elementów.

Podczas czytania Królowej potępionych nie mogłam wyjść z podziwu dla wyobraźni autorki. Anne Rice stworzyła niesamowicie barwną i zaskakującą historię, nietuzinkową fabułę, a w dodatku całą masę bohaterów - w tym drugoplanowych - o bardzo zróżnicowanym charakterze. Każda, nawet mało znacząca postać, jest inna i niepowtarzalna. Można odczuć wręcz, że są one prawdziwe, jakby w każdej chwili mogli wyłonić się z pośród kart i stanąć obok. Nie znajdziemy dwóch takich samych, albo bardzo podobnych bohaterów. Niesamowite jest to, jak bardzo są oni złożeni - wygląd, charakter, sposób myślenia, poruszania się, akcent - jak bardzo przypomina to ludzką psychikę.

Skoro już o bohaterach mowa, muszę przyznać, że dzięki tej części Kronik wampirów polubiłam Armanda. Z początku czułam do niego ogromną niechęć, jednak w trzecim tomie nie sposób go nie polubić. Jego postać niejednokrotnie wywoływała uśmiech na mojej twarzy. Szczególnie bawiły mnie jego relację z Danielem.

Kolejną z postaci, która zwróciła moją uwagę, jest Jessy. Odważna, zdecydowana kobieta, dobrze wie czego chce, ponadto należy do ogromnej rodziny pilnie strzegącej swoich sekretów. Jaką tajemnicę skrywa opiekująca się nią krewniaczka?

Jessy należy do Talamaski. Trafiła tam dzięki niecodziennemu darowi: dziewczyna od dziecka widzi duchy, nie tylko ludzi, ale także miejsc, budynków i jest w stanie się z nimi porozumiewać. Pewnego dnia zostaje wysłana do Nowego Orleanu, by dokonać oględzin pewnego domostwa. To, co tam zastanie wystawi ją na ciężką próbę. Obserwujemy i zawsze jesteśmy obecni - oto motto zakonu. Pytanie tylko czy Jessica będzie potrafiła dotrzymać mu wierności.

Bardzo ważną rolę w książce odgrywają... sny. Niepokoją one wampiry i co poniektórych ludzi. Stanowią coś w rodzaju ostrzeżenia. Wśród nieumarłych jedynie Lestat zdaje się być na nie obojętny. No właśnie, oto kwestia zasadnicza... 

Co się stało z Lestatem?

 

Odpowiedź na to pytanie znajdziecie w Królowej potępionych Anne Rice.

Przy okazji wypowiem się na temat ekranizacji. Prawda jest taka, że ma naprawdę niewiele wspólnego z książką. Pominięte zostało wiele wątków, niektóre zostały całkowicie zmienione. Gra aktorska stoi na niskim poziomie. To tyle jeśli chodzi o wady. Teraz zalety:

muzyka i teledyski. Mistrzostwo, naprawdę robią duże wrażenie. nic dziwnego, skoro konsultowano się z takimi muzykami jak Chester Bennington czy Jonathan Davis. Drugą ( a zarazem ostatnią) zaletą jest rola Stuarta Townsenda, który naprawdę dobrze wczuł się w Lestata.

 

 


środa, 07 marca 2012

Chciałabym zapowiedzieć Wam recenzję pewnej książki. Nie wiem kiedy uda mi się ją wstawić, zaczęłam ją pisać już we wtorek, ale nie mam czasu, aby dokończyć. Może w weekend? Tak czy inaczej, żeby wzbudzić nieco ciekawości, wstawię filmik zrobiony z fragmentów filmu nakręconego na podstawie powieści:

 

PS. Żeby nie było: filmik NIE jest mój, pozwoliłam sobie go tylko udostępnić.

Tagi: Rice
18:21, inessejagienka95 , inne
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 05 marca 2012

Czy Wy też macie już dosyć tej zimy? Kurtek i czapek? A perspektywa przedwiośnia czyli kałuż, błota i przeziębień wcale nie poprawia Wam humoru? Ja właśnie tak mam. Nie jestem, nigdy nie byłam i nigdy nie będę zwolenniczką upałów, jednakże wiosnę, tą prawdziwie zieloną i ciepłą wiosnę wręcz kocham. I czekam na nią z tęsknotą.

Dzisiaj natomiast mam dla Was coś zgoła innego, w bardziej wakacyjnym klimacie. Lato, czas przetworów owocowych, wieczornych spacerów po plaży lub po lesie, a może wędrówek po górach czy żeglowania na Mazurach? A co powiecie na wyjazd na wieś? Co? Zostajecie w domu? Ach, nie szkodzi! Dobrze się bawić można wszędzie. Nawet w rodzinnym mieście.


 

Przedstawiam państwu Idę Borejko - wysoką, rudowłosą, nieprzeciętnie chudą, niepewną siebie piętnastolatkę z Poznania. Poznajemy ją w deszczowy sierpniowy dzień, kiedy to zmierza do domu stryjostwa. Kilka dni wcześniej z powodu sprzeczki opuściła rodzinę wypoczywającą nad jeziorem i wróciła do miasta.

Dziewczyna idzie ze zwieszoną głową i jest wyraźnie ponura. Ma zły humor, który ,, przejawiał się u niej o wiele jaskrawiej niż u zwykłych nudziarzy.

Wszystko u Idy przejawiało się o wiele jaskrawiej."

Rozgoryczona trafia do domu krewnych. Zjawia się tam w określonym celu: pilnie potrzebuje pieniędzy. Kiedy drzwi otwiera ciotka Felicja Ida zostaje zaproszona na smaczny posiłek składający się z domowych przetworów wiśniowych. Przy kuchennym stole opowiada cioci i stryjowi o tym, jak opuściła przebywającą pod namiotem rodzinę, a także wypłakuje swoje żale. Stryj przeczuwając zamiary bratanicy pyta:

,,- To już wiem jaki będzie twój następny krok. Poprosisz mnie o pożyczkę."

Urażona dziewczyna gwałtownie zaprzecza, choć taki był jej zamiar. Opuściwszy przyrzeka sobie znaleźć pracę. Decyzja ta odmienia jej życie o 360 stopni.

Ida podejmuje się opieki nad starszym panem,z którym odtąd spędza każde popołudnie. Zawiera również przyjaźń z pewnym chłopakiem - ta znajomość wywiera kluczowe znaczenie na los bohaterki. Równie ważna, jeśli nie ważniejsza, jest rola matki, która wraz z mężem i pozostałymi córkami wraca znad jeziora. To ona pokazuje swojemu dziecku prawdę o ludzkiej naturze, wcale jej przy tym nie pociesza, oj nie. Robi coś o wiele ważniejszego - otwiera oczy Idy na pewną bardzo ważną rzecz. Jest to moment kulminacyjny opowieści. 

Nie chcę Wam zdradzić zbyt wiele, aby nie popsuć przyjemności czytania. ,,Ida sierpniowa" to czwarta część serii Jeżycjada Małgorzaty Musierowicz i tak jak pozostałe części cyklu jest książką raczej na jedno, góra dwa popołudnia. Na chandrę jak znalazł. Nie znajdziemy tu trudnych tematów, ani wyrafinowanego słownictwa. Za to przyjemność czytania gwarantowana. Może umili ona czekanie na wiosnę?

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Tym optymistycznym akcentem pragnę zakończyć dzisiejszy wpis.

niedziela, 26 lutego 2012

Niemy śmiech - Heidi Hassenmüller.

Niemy śmiech - bezgłośne wołanie o pomoc.

W wieku ośmiu lat Antje traci głos.Zajęta karierą modelki matka z początku tego nie zauważa. Jej córka dobrze się uczy i nie sprawia problemów wychowawczych. Antje nie ma też przyjaciół. Być może gdyby nie interwencja dyrektora szkoły matka dziewczynki, Kathrina, przez dłuższy czas nie wiedziałaby o problemach dziecka. Kathrina prowadzi Antje do lekarza lecz później bagatelizuje problem - na pewno samo przejdzie, stwierdza.

W tym samym czasie przed Kathriną otwierają się drzwi do prawdziwej kariery. Kobieta powierza opiekę nad dzieckiem mieszkającemu na wsi ojcu, z którym nigdy nie miała dobrego kontaktu i wyjeżdża do Nowego Jorku. 

Matkę, córkę i dziadka od zawsze dzieliła przepaść. Dzieliła każde z osobna. Czy rodzinie uda się ją jakoś przeskoczyć i przerwać łańcuch nieporozumień?

W książce bardzo ważną rolę odgrywa nie żyjąca babcia Antje. Kiedy dowiaduje się, że jej córka, Kathrina, zaszła w ciążę postanawia zaopiekować się niechcianym dzieckiem. ,,Będę lepszą babcią niż matką" postanawia. Nigdy nie dotrzymuje przyrzeczenia.Umiera. Teraz ciężar obietnicy spada na dziadka Antje...

Książka jest krótka. Przeczytanie jej nie zajmie wiele czasu, ale w pamięci zapada na dłużej. Jest skierowana bardziej do młodzieży lecz powinna dotrzeć także ( a może przede wszystkim) do dorosłych. Autorka porusza w niej bardzo ważne tematy i jakże aktualne we współczesnym świecie. Opowiada o konflikcie pokoleniowym, dążeniu do sławy, a także cenie, jaką przychodzi nam za nią płacić.

Myślałam, by umieścić książkę w dziale młodzieżowym, po namyślę jednak stwierdziłam, że byłoby to niesprawiedliwe wobec treści. Dlatego kieruję ją do działu Dramat.

14:51, inessejagienka95 , Dramat
Link Dodaj komentarz »
sobota, 18 lutego 2012

Mam zaszczyt powitać państwa w Théâtre des Vampires. Gotowi? Czy wszyscy siedzicie wygodnie? Dobrze więc. Przedstawienie czas zacząć. Kurtyna w górę!

 

 

,,Mam na imię Lestat i jestem wampirem. Jestem nieśmiertelny."

W tych dwóch prostych zdaniach główny bohater wyjawia tajemnicę swego istnienia. Bez ogródek przyznaje się do tego kim jest. Wychodzi z cienia, by ujawnić się śmiertelnikom.

Lestat de Lioncourt, znany już z ,,Wywiadu z wampirem" stwórca Louisa i Claudii opowiada dzieje swojego (nie)życia. Wiem, że wielu czytelników pierwszej części Kronik pawa do niego niechęcią, w końcu uchodził tam za podstępnego łajdaka (może jestem dziwna, ale lubię go takiego). Wiem też, że po bliższym spotkaniu z ,,Wampirem Lestatem" część z nich bardziej przychylnie patrzy na jego postać, bowiem tutaj Lestat pozbywa się maski, obnaża przed czytelnikami swoje wnętrze, dzieli się swoją historią, emocjami, a także troskami i nadziejami nie tracąc przy tym charyzmy i charakterystycznego półuśmiechu na ustach. 

Pewnie zadacie sobie pytanie: dlaczego to robi? I dlaczego dopiero teraz? Zawsze unikał odpowiedzi na pytania kim jest i kto go stworzył. Nawet, gdy pytali o to jego najbliżsi, stworzone przez niego ,,dzieci". Odpowiedź jest prosta: ma dość ukrywania się. Dlatego łamie rządzące wampirzym światem zasady, a co więcej wypowiada mu wojnę.

,,To innego typu wojna miała się rozegrać - wojna, w której zbierzemy się my wszyscy, albo zbiorą się oni wszyscy, aby skończyć ze mną.

Taki jest mój cel."

 

,,Wampir Lestat" to jak na razie moja ulubiona część Kronik Wampirów. Raczej wątpię, aby miało się to zmienić. Anne Rice w genialny sposób przedstawiła obraz osiemnastowiecznej Francji. Ciekawe opisy, choć momentami zbyt rozbudowane, można wręcz rzec nużące, ale za to pozwalają nam wczuć się w klimat.

Szczególnie zapadło mi w pamięć przedstawione w powieści polowanie na wilki. Mimo, iż od jej przeczytania minęło już trochę czasu do tej pory wystarczy, że przymknę oczy, a widzę ośnieżony las, słyszę jak skrzypi śnieg pod końskimi kopytami  i wraz z Lestatem podążam przez zaspy w mroźny styczniowy poranek...

Musicie bowiem wiedzieć, że Lestat już jako człowiek był myśliwym.

To właśnie stało się częścią mojego życia, którego nie dzieliłem z nikim innym i które pozostawało wyłącznie moje.

 

Główny bohater od dziecka przeciwstawiał się wszystkim, działał na przekór innym. Dlatego jako młody szlachcic wraz z przyjacielem uciekł do Paryża, gdzie na deskach jakiegoś podrzędnego teatru dawał swoje popisy. Był Lelio. Był w centrum uwagi. I z myśliwego stał się obiektem polować pradawnego wampira.

Przez lata zgłębia swoją naturę, podróżuje po cały świecie i spotyka sobie podobnych.  Poznaje reguły wampirzego świata. Tylko po to, by wiele lat później móc je złamać i znów błyszczeć na scenie, móc przyciągać do siebie tłumy. Stać się bogiem nowego wieku.

Lestat. Wampir. Myśliwy. Gwiazda dwudziestego wieku.


Mam na imię Lestat i jestem wampirem.

 

Lestat swoim postępowaniem wywołuje lawinę wydarzeń wymykającej się spod kontroli, gdy na scenę wkracza Akasha. Jak poradzi sobie  bóg nowego tysiąclecia?

Zapraszam państwa do Teatru Wampirów. Kurtyna idzie w górę. Czas rozpocząć krwawy spektakl. 

22:13, inessejagienka95 , Wampiry
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 06 lutego 2012

Postanowiłam odpuścić sobie książkowe plany na ferie. Stwierdziłam, iż dwa tygodnie to zbyt mało, by o jakichkolwiek planach mówić.

Zamiast tego postanowiłam napisać co nieco o książkach, które swojego czasu na długo zawładnęły moją wyobraźnią. Mowa o Atramentowej Trylogii niemieckiej pisarki, Corneli Funke.

W skład trylogii wchodzą: Atramentowe serce, Atramentowa krew i Atramentowa śmierć.

Długo wahałam się przed zakupem Atramentowego serca. Za każdym razem, gdy widziałam ją na sklepowej półce piękna okładka przyciągała mój wzrok. Lekko zżółkłe, pachnące kartki i tajemniczy tytuł zdawały się wołać ,,weź mnie!". Z drugiej strony jednak jej grubość i cena odstraszała mnie przed zakupem. Po dłuższym czasie zdecydowałam się. Nie żałuję ani trochę.

Pierwsze kilka rozdziałów prawdę mówiąc nie zachwyciła mnie, ale jeśli już przez nie przebrniemy akcja nabiera tempa, za wszelką cenę chciałam dowiedzieć się co wydarzy się dalej. I tak nagle popołudnie zmieniło się w wieczór, a oczy przestawały odmawiać mi posłuszeństwa. Z niechęcią przerwałam lekturę. I tak do ostatniej strony.

Atramentowe serce opowiada nam o pewnej deszczowej nocy, kiedy Meggie przewraca się w łóżku bezskutecznie próbując zasnąć. Postanawia więc sięgnąć po książkę. Skąd ja to znam? W końcu nie jednokrotnie sama czytałam w bezsenne noce.

Ale do tego potrzebne jest światło.

 

,,Na parapecie stały trzy lampki i trzy świeczki. Właśnie zbliżyła zapaloną zapałkę do pierwszego z brzegu knota, gdy usłyszała na zewnątrz kroki. Przerażona zdmuchnęła zapałkę.(...)

I wtedy go zobaczyła."

 

Pojawienie się tajemniczego nieznajomego na zawsze burzy spokój w życiu Meggie. Jaką złowróżbną wiadomość przynosi dla ojca dziewczyny? Czemu następnego dnia rodzic oświadcza jej, że muszą natychmiast wyjechać? I kim, do licha, jest Capricorn, którego obawiają się obaj mężczyźni?

Książka jest napisana wprost magiczny sposób. Naprawdę działa na wyobraźnię. Podoba mi się sposób w jaki Cornelia operuje słowami i subtelnie pisze o... pisaniu właśnie. Język, jakim się posługuje jest naprawdę przyjemny, we wszystkich częściach Atramentowej Trylogii. Zarówno Atramentowe serce jak i Atramentowa krew oczarowały mnie. Do tej pory mam przed oczami scenę w ogrodzie Elinor oraz tą, która miała miejsce nad morzem w drugiej części trylogii.

Niestety, nie mogę tego samego powiedzieć o Atramentowej śmierci. Zawiodłam się na niej okropnie. Chwilami nie miałam ochoty jej czytać, myślałam ,,niech to już się skończy." Szczególnie nie mogę wybaczyć autorce tego, co zrobiła z jednym z bohaterów powieści. Nie mogę udzielić więcej informacji ze względu na osoby, które nie miały z owymi książkami do czynienia.

Niemniej jednak mam nadzieję, że i Wy dacie się zaczarować pani Funke. Że przeniesiecie się do niezwykłego świata pełnego... a zresztą, sami przeczytajcie. Jednak od razu uprzedzam: od razu zarezerwujcie sobie wolny dzień na czytanie.

I kolejna dobra rada z mojej strony: nie popełniajcie tego samego błędu co ja. Nie oglądajcie ekranizacji. Nie odzwierciadla nawet w 5% piękna książki. Choć, przyznaję, charakteryzacja niektórych z aktorów wyszłam nie najgorzej.





21:15, inessejagienka95 , Przygodowe
Link Komentarze (1) »
niedziela, 29 stycznia 2012

 

,,Wszystko, za czym kryło się ludzkie życie, migotało światłem."

Ludzkie życie można porównać do zapalonej świecy. Często mówimy, że w kimś ,,tli się życie." Jakże łatwo jest zgasić ten płomień. Jakże łatwo ten płomyk może wywołać pożar.

 

To druga, po ,,Małym księciu", książka (a ściślej mówiąc opowiadanie) z jakim miałam do czynienia. Jej przeczytanie zajęło mi nie więcej niż dwie godziny. Niby taka niepozorna opowieść, a jak wiele przemyśleń się pod nią kryje. Oto poznajemy Fabiena, pilota lecącego do Buenos Aires. Poznajemy jego żonę, innych pilotów i ludzi pracujących na lotnisku. Poznajemy świat widziany ich oczyma, dowiadujemy się co myślą o sobie, a co sądzą o nich inni. Jak bardzo różnią się od siebie. Jak silnie łączy ich więź, której nie są w pełni świadomi.

Trudno mi jest pisać o tej książce nie zdradzając szczegółów. Podoba mi się język jakim została napisana. Exupery opisuje samolot jak żywą istotę używając przy tym tak ciepłych słów. Nic dziwnego biorąc pod uwagę, że on sam był pilotem. Kto lepiej może pisać o lataniu niż sam pilot?

Z początku obawiałam się, że opowiadanie tego pokroju może mnie znudzić. Myliłam się. Czytając ją miałam wrażeni, że tam jestem, na lotnisku, w kabinie samolotu. Czułam też odprężenie. Jak nocą, chwilę przed zaśnięciem...

Tagi: lot noc samolot
22:37, inessejagienka95 , Exupery
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2